blog Justyny i Moniki

Serdecznie zapraszamy Was do przeczytania znakomitej relacji, którą napisał dla naszego bloga Pan Janusz Cholewa – jeden z gości niedzielnej Gali w Sopocie (7.11.2010), wieloletni Fan Czerwonych Gitar, współpracujący z Markiem Gaszyńskim przy powstaniu książki „Czerwone Gitary. Nie spoczniemy”. Do relacji dołączone są zdjęcia autorstwa Pana Janusza.

W niedzielę, 07 listopada 2010 w sopockim Dream Club’ie Krzywy Domek, odbył się galowy koncert Czerwonych Gitar. Ukoronował on dzień, pełen ważnych wydarzeń dla miłośników polskiego mocnego uderzenia, które miały miejsce w Sopocie. Odbył się tam mianowicie finał konkursu „Wspomnienia miłośników rock’n’rolla”, organizowanego przez Fundację Sopockie Korzenie. Na ulicy Bohaterów Monte Cassino, tuż obok kawiarni „Złoty Ul”, nastąpiło otwarcie plenerowej ekspozycji „30 lat Festiwalu w Jarocinie”, przygotowanej przez Muzeum Regionalne w Jarocinie. Natomiast w samym Złotym Ulu zaprezentowano wystawę „Ocalić od zapomnienia”, na którą złożyły się najprzeróżniejsze eksponaty zgromadzone przez Fundację „Sopockie Korzenie”, w tym wiele wspaniałych fotogramów gwiazd z pierwszego okresu funkcjonowania polskiego mocnego uderzenia. Tego samego dnia światło dzienne ujrzała, wydana przez Fundację „Sopockie Korzenie” książka pod tytułem „Wspomnienia Rówieśników Rock & Rolla” będąca zbiorem prac pisanych, nadesłanych na ubiegłoroczny konkurs wspomnieniowy.  Podczas uroczystości w „Złotym Ulu” doszło do podpisanie umowy o współpracy kulturalnej pomiędzy prezydentami Sopotu i  Jarocina.
Kulminacją niedzielnych wydarzeń  była uroczystość  wręczenia medalu „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis” Jerzemu Skrzypczykowi, liderowi zespołu Czerwone Gitary.  Odznaczenie w imieniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego wręczył Marszałek Województwa Pomorskiego Mieczysław Struk.

Sam koncert Czerwonych Gitar, odbywający się w ramach cyklu koncertów jubileuszowych, związanych z 45-tą rocznicą założenia grupy, również przyniósł obecnym wiele niezapomnianych wrażeń. Poprzedzony został ciekawą narracją w wykonaniu Jurków Skrzypczyka i Kosseli, dotyczącą historii grupy, a ilustrowaną archiwalnymi fotografiami. W trakcie koncertów zespół odniósł się do niedawnych tragedii narodowych, dedykując tym wydarzeniom „Biały krzyż”. Podczas tej prezentacji wszyscy obecni na moment powstali z miejsc, wysłuchując w milczeniu dźwięków utworu. Za to od połowy koncertu nikt już nie siedział na swoim miejscu; publiczność śpiewała wraz z zespołem wszystkie piosenki, wiele osób tańczyło; wszyscy się świetnie bawili.
Zespół zagrał w swoim klasycznym ustawieniu, w sześcioosobowym składzie, wraz z Heniem Zomerskim, który wydaje się już mieć kłopoty zdrowotne za sobą. Heniu tym razem skupił się wyłącznie na klawiszach, zostawiając gitarę basową Arkowi Wiśniewskiemu. Głos Arka, coraz bardziej przypomina brzmienie tembru Seweryna Krajewskiego i znakomicie wkomponowuje się w styl zespołu. A szukając analogii, warto przypomnieć, że w pierwszych latach występów, w Czerwonych Gitarach na basie grał właśnie Seweryn.
Trudno sobie wyobrazić obecnie Czerwone Gitary również bez Mietka Wądołowskiego. Ma w sobie coś z Seweryna i coś z Niuńka Klenczona, a podczas koncertu pokazał, że nadal utrzymuje się w znakomitej formie.
Dla wielu zgromadzonych, pewnym zaskoczeniem było pojawienie się na estradzie … Darka Olszewskiego. Przez większą część koncertu zastępował on w składzie zespołu Jurka Kosselę. Jak się okazało, Darek jest w świetnej formie wokalnej i znakomicie radzi sobie ze swoim instrumentem – gitarą prowadzącą. Znakomicie uzupełniał się z Markiem Kisielińskim, którego można uznać chyba za najlepszego gitarzystę prowadzącego w historii zespołu.
Fani zespołu chcą oglądać jak najczęściej występy popularnego Jurasa, ikony polskiego big – beatu i Czerwonych Gitar, ale prawa natury są nieubłagane. Dlatego myślę że przerwa, jaką senior zespołu – Jurek Kossela otrzymuje w czasie koncertu (pod koniec występu ponownie pojawił się na scenie i zastąpił Darka Olszewskiego) jest dobrym pomysłem. Podczas koncertu, jak zwykle „pierwsze skrzypce” grał kawaler Gloria Artis, Jurcio Skrzypczyk. Nie wiem, czy w Polsce jest lepszy perkusista, a zarazem wokalista.
Oczywiście bisom nie było końca i nie wiadomo, jak długo trwałby ten koncert, gdyby nie organizatorzy, którzy wwieźli na salę olbrzymi tort w kształcie prostopadłościanu, błyskający snopami iskier, na którym z kolorowego lukru zostało wiernie odtworzone jedno z kolorowych zdjęć zespołu. Pierwszy kawałek tortu ukroił Jurcio, a następnymi obdzielono wszystkich obecnych na koncercie. Tort był znakomity. Niektórzy sięgali po repetę, ale i tak sporo jeszcze zostało. Po koncercie, zespół został zaproszony do złożenia swoich podpisów na „ścianie sławnych podpisów” Krzywego Domku.

Jednocześnie zapowiadamy, że to nie koniec niespodzianek, które Pan Janusz Cholewa przygotował dla Czytelników naszego bloga. Już na początku przyszłego tygodnia na naszej stronie pojawi się nie lada gratka dla każdego sympatyka zespołu!

Już jutro ciąg dalszy fotorelacji z Sopotu!

 

ARCHIWUM